1. Chcąc nie chcąc zdobywam punkty lub je tracę, a wszystko to za sprawą zapisania mnie do jakiegoś konkursu pod tytułem (jak się mogę domyślać): Munia kontra reszta świata  :D   Otóż ostatnio Arturek oznajmił, iż w przedszkolu jada na obiad ziemniaki, bo są smaczne – nie tak jak w domu (chlip chlip!) , natomiast dwa dni temu usłyszałam, że z Mamunią jest fajnie bo można malować farbkami, nie to co w przedszkolu (  :P   )  I tym sposobem - chwilowo jestem na remisie  :D  

.

2. Z Luśki rośnie nam poetka / masażystka – mają z Arturkiem ukochaną książkę o zabawach paluszkowych, przy czym Lulek tworzy namiętnie własne ‘wariacje na temat’ okraszając je nieziemskimi tekstami /moje palce w życiu nie usłyszały tylu historii  :D  

.

.

3. Żaden napój nie smakuje tak dobrze, jak woda z sokiem samodzielnie przyrządzona  :D  

.

.

4. Jeśli rodzice wyrażają się nieprecyzyjnie – są sobie sami winni!

Oto ilustracja do powyższej tezy:

- Arturku, pojedziemy w góry ale masz się grzecznie zachowywać.

- Dobrze Tatusiu, obiecuję!

- Ty zawsze obiecujesz, ale masz nie obiecywać, tylko tak się zachowywać.

- Achaa!  ( i tu mina jak by dopiero teraz, po latach, pojął w czym rzecz!) (- no i kto zawinił? )

.

.

4. Jeśli jakaś matka oddziela w restauracji makaron od pietruszki i rosołu, to najprawdopodobniej dlatego, że opcja “cierpliwe tłumaczenie” dawno już wygasła, i została tylko: “niech zje cokolwiek” (nawet, jeśli nazywa się to: “poproszę tylko spagetti bez zielonego”)  Osiwieję.

.

.

5. I na koniec – po prostu:

 - “Muniu, prawda, że byłem taki grzeczny na wczasach?

- Prawda Żabko, ale to była tylko dłuższa wycieczka a nie wczasy.

- Dobrze, to jutro jak się obudzimy, to możemy pojechać na wczasy!

:D  

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.