Dzień rozpoczęliśmy wyprawą na sanki. Skoro na dworze minus 5 i śnieg sypie i sypie – to chyba dobra pora na rozpoczęcie sezonu sankowego, co Wy na to? U nas wszyscy rozentuzjazmowani, nawet Rasel, który biegał dookoła tak, jakby miał co najmniej prowadzić kulig ;)

Pobawiliśmy się trochę, po czym wyruszyliśmy na samochodową przejażdżkę po okolicy. Wkrótce zabierzemy się za dekoracje domu i chcieliśmy podpatrzeć co sąsiedzi proponują w tym roku :)

Miło było popatrzeć. Wieczorem jak rozbłysną te wszystkie światełka zrobi się pewnie jeszcze piękniej – tymczasem wieś drzemie pod pierzynką śniegu.

Przysypane ule zainspirowały nas do ponownej zabawy z miodem i piernikamiCudawianki zapraszają właśnie na akcję grudniową Świąteczne prezenty. Dobry pomysł :) Wymyśliliśmy sobie świecznik z piernika w kształcie wianuszka z korzennymi ozdobami.

Małe rączki pomagały jak zwykle ochoczo ;)

Chcielibyśmy sprezentować go komuś z naszych bliskich ale ponieważ panuje u nas pewien przesąd – idzie to mniej więcej tak: ‘ wręczysz  komu świeczkę w prezencie, wkrótce się z nim skłócisz’  – chcemy go ominąć sprytnie i proponujemy go od nas odkupić. Czy jest ktoś chętny? Ciocia? Dziadziuś? Wujek? – nie będziemy zdzierać ;)  No dobra, może być złotówka :)

Świecznik niczego sobie – może się przydać :) W dodatku pachnie :)

Trzymajcie się cieplutko i czekamy na wieści :)

.

……………………………………………………………….

> Wszystkie wpisy w blogu po kolei – tutaj <

Uwielbiam mówić na Olusię – Lusia. Tak już mam. Dla mnie łączy się to z pięknym rodowodem : “niosąca światło” , który jest wspólny także dla imion Luna, Lucia i Łucja. Jako, że 13 grudnia przypada dzień Św. Łucji obchodzony gdzieniegdzie jako dzień światła właśnie, wpadł mi do głowy pomysł naszych małych obchodów i rozpalenia świec na zimowej plaży. Śnieg, który spadł w nocy, dopełnił moich wyobrażeń.

Znalazłam dwa ładne zdania: “Od 13 grudnia święta Łucja dni przerzuca” oraz “Od Łucyi dni dwanaście policz sobie do Wilii, patrz na słonko i na gwiazdy, a przepowiesz miesiąc każdy” . Można spróbować ;) Dzień przynoszącej światło Świętej Łucji (Sankta Lucia) tradycyjnie świętuje się w Szwecji pochodem ubranych na biało dziewcząt z wiankiem z płonącymi świecami. Lubię ryzyko ale to wydało mi się doprawdy zbyt szalone. My zrobiliśmy sobie papierowe łódeczki i zwodowaliśmy je do jeziora.

Na marginesie – gdyby komuś mógł się przydać sposób robienia łódeczek do tealight’ów – oto on:

Kartka to połowa A4. Najpierw zwijamy wszystkie rożki i brzegi a potem całość wywijamy na “lewą” stronę.

Na plaży było pusto i nastrojowo.

Zabraliśmy ze sobą termos, który okazał się strzałem w dziesiątkę – i śmiem twierdzić – dla moich dzieci stanowił atrakcję większą niż migoczące na wodzie łódeczki ;) /Ps. Lusia z torebką – ukochaną – moje Dziecię chyba nie wyobrażało sobie obchodów Święta Światła bez torebki :) /

W krajach skandynawskich Dzień Świętej Łucji ma swoje kulinarne przysmaki: glogg, czyli czerwone, grzane wino z cukrem i korzeniami oraz lussekatter – kruche ciasteczka z pszennej mąki z rodzynkami i szafranem. My do termosu zabraliśmy jednak tylko aromatyczną korzenną herbatkę.

Nie myślałam, że Arturek będzie miał tyle frajdy z nalewania wszystkim herbaty do kubków i degustowania jej z zamkniętymi oczami :)

Naprawdę – wystarczyłoby tylko zabrać ten termos – pal sześć bajer z łódeczkami ;)

Niemniej moja dusza doznała jakichś tam wzruszeń gdy tak się bujały i odpływały na falach. A jeśli chodzi o moje Skarby to popołudnie przespały – i to był chyba największy plus tej wycieczki ;) Mama znów miała wolne! Auu!!

Ps. Gdy Tatuś wrócił do domu, dzieci po swojemu opowiedziały co i jak. Tatko wysłuchał i powiedział: “Wy mieliście piękne święto światła, a na wsi chyba obchodzą właśnie  święto ciemności, bo ani jedna lampa się nie świeci :) “.

.

» › » › » › » › » ›  z pokrewnym wątkiem w tle:  ‹ « ‹ « ‹ « ‹ « ‹ «

 .  .  .

Piknik na tej plaży latem  /  Na letnisku po sezonie  / Jesienne przykazania

……………………………………………………………….

> Wszystkie wpisy w blogu po kolei – tutaj <

> Komentarze <

 

Lubię ogród o tej porze roku. Można grzebać się w ziemi i nikogo w niej nie spotkać – dżdżownice głęboko, pająki z tymi dużymi żółtymi brzuszyskami gdzieś się wyniosły, włochate gąsiennice też gdzieś się pochowały – no raj dla kogoś takiego jak ja. Niadawno koleżanka zapytała mnie o wygląd mojego ogrodu /pozdrawiam Cię Bogusiu :)  / – no fakt, wiele pozostawia do życzenia ;) Wiem, ale ja tak nie lubię tych najmniejszych mieszkańców. Krety na przykład, które się pokazały, nie rażą mnie. Są prawie jak gospodarski zwierzyniec, ale robaki, brr! i wrr…!! A’propos kretów – wiecie, że ponoć “gdy kret w grudniu ryje, w Nowy Rok wpadniemy w bryję”. Joj, oby nie! Życzmy sobie ładnego śniegu na Sylwestra. No i w Święta też, ale chyba szanse małe.

Rozgadałam się. Chciałam właściwie napisać, że ostatnio, póki mrozu jeszcze nie ma, prawie całe dnie spędzamy na dworze i pracujemy / lub bawimy się / w ogrodzie.

A dzisiaj nadeszła wena - no, powiedzmy, że jej przeczucie ;)  - i zabrałam się za stroik z leśnych zdobyczy. Pomagierów miałam czterech :)

Kićka, by “poczuć ten klimat” chyba, wypiła mi kawę

i mam wrażenie, że uderzyła jej do głowy kofeina :)

Dobrze, że już umie schodzić. A nie było tak zawsze… Kiedyś, po długich poszukiwaniach, znaleźliśmy ją na topoli i całą noc z maleńkim Arturkiem w nosidełku na brzuchu lataliśmy od straży pożarnej do straży z błaganiem o ratowanie kotka. Panowie zlitowali się nad ranem i pomogli, choć psioczyli nieco, że grunt leśny grząski, drabinę wyciągać niebezpiecznie bo wóz niestabilny. Cośmy przeżyli to nasze. Nie mówiąc o kosztach ;)

Było minęło, teraz wspominamy ze śmiechem.

A oto i nasz zrobiony wspolnymi siłami stroik :)

Pozdrawiamy serdecznie! Pamiętajcie, że jutro Dzień Poinsetti a pojutrze Dzień Św. Łucji obchodzony jako święto światła. Miłego weekendu!

Grudzień, grudzień… a śniegu ni hu hu. Wszędzie tylko mgły. Korzystając z dodatnich temperatur i bezwietrznego poranka wybraliśmy się do lasu.

Zainspirowani bukietami i stroikami z dzikich traw, liści, ziół i gałęzi, które wyczarowuje jedna z bohaterkek mazurskiej trylogii “Nad Rozlewiskiem”, chcieliśmy popróbować, może się nauczyć … Na początek pozbieraliśmy w lesie trochę chrustu, szyszek i innych skarbów.

To był dobry pomysł, bo nasze zbiory cudnie pachną lasem. Trochę tego zapachu przynieśliśmy do domu a resztę rozłożyliśmy w ogrodzie. Teraz tylko zostaje czekać na natchnienie ;)

Bez wątpienia wycieczka do lasu pobudziła fantazję dzieci, zwłaszcza Luśki, bo ta zamiast bawić się ładnie fasolą (co  zazwyczaj robi w skupieniu) zaszalała z nią na maxa!

Plus chociaż taki, że gdy dzieci zajęte – mamusia może coś zrobić ;) Pomysł padł na chatkę z piernika dla Cioci Agnieszki, która w zeszłym roku obdarowała nas pierniczkami udekorowanymi wspólnie z Glorią. Przyznam – ta chatka to mój debiut w tej materii. Dostałam zaproszenie od Ewy do wspólnej pierniczkowej zabawy i pomyślałam, że spróbuję.

Przepis – najkrótszy jaki znalazłam, dodatkowo jeszcze uproszczony przez mnie, podaję na naszej stronie Smaki Dzieciństwa.

Dobrze jest tak czerpać inspiracje od wspaniałych twórczych kobiet – dni mijają sympatyczniej a w domu zapach bajkowy! Dziękuję :)

.

……………………………………………………………….

> Wszystkie wpisy w blogu po kolei – tutaj <

Właśnie wróciliśmy z pobytu u Cioci. Dużo się działo, i Mikołajki, i urodziny, i imieniny. Jeszcze raz wszystkiego najlepszego życzymy i pięknie dziękujemy za wszystkie wspaniałości :)   / Arturek właśnie śpi z koparką ;) /

Pozdrawiamy serdecznie! :)

PS. Jeszcze dodam, że w Mikołajki był debiut kucykowy ale niestety trwał tylko 30 sekund ;)

Ciepła aura (jak na tę porę roku oczywiście), twórcze zajęcie (dekorowaliśmy papier na prezenty), kąpiel, spacer nad jeziorem, pociąg (towarowy !) i zachód słońca nad polami – nasze przyjemności na początek grudnia. Szkoda tylko, że dzieci śpią już coraz mniej i mama nie ma czasu dla siebie :(  No, ale to już pewnie byłoby za dużo szczęścia naraz, tak? - no cóż - harmonia w przyrodzie musi być ;)

 

Nie ma to jak zachwyt nad własnym dziełem! – hej dorośli! umiecie tak jeszcze być z siebie dumni?

A na niebie klucze wędrownych ptaków :)

i pociąg w oddali :)

Nie wiadomo już, co bardziej cieszy, czy ptaki, czy pociąg, czy może Mikołaj na saniach gdzieś tam hen … :)

Przed nami Mikołajowy weekend – życzymy Wam wielu miłych chwil :)

Arturek pokochał kropki. Małe, duże, wszystkie. Wyszukuje ich w książeczkach, na ubrankach, w gazetach. I z radością w głosie komentuje każdą jedną. Co oznacza taka fascynacja kropkami? Czy chodzi o autonomiczną tożsamość? wyodrębnianie figury z tła? czy może budzi się w moim Synku archetyp mandali * ? Jak zwał tak zwał – w każdym razie uwielbiam go za to, że potrafi tak się cieszyć z niczego. A może ja się mylę – może to nie jest nic… może tak właśnie zaczyna się intelektualna podróż indywidualności przez życie – od fascynacji kropką? Kto wie… Niemniej dzięki niemu mam dziś o czym rozmyślać nad deską do prasowania – to się chyba nazywa luksus ;)

Przez ten wyjazd prasowania mam multum - Smoki oczywiście to wykorzystują ;)

Zdaje się, że bawić można się wszystkim – nawet wieszakami ;) Pozdrawiamy!

—–

* Archetyp mandali –na podstawie „Mandala: symbolika człowieka doskonałego” C.G. Junga – symbol procesu indywiduacji,  uświadamiania własnego ja, swej odrębności, poczucia tożsamości, projekcja marzenia o pełni możliwości psychicznych i równowadze energii, integracja instynktów jako wstęp do integracji psychiki.

Następna strona »